Czy BMS nadaje się do stosowania tylko w nowych budynkach?

Najlepiej, najłatwiej i najtaniej uczynić budynek inteligentnym, gdy jest on na etapie projektu, ewentualnie w stanie surowym. Co zrobić, gdy na pomysł dodania odrobiny inteligencji naszemu lokum wpadliśmy po zakończeniu prac wykończeniowych albo gdy dysponujemy obiektem mającym już kilka czy kilkadziesiąt lat? Jeszcze całkiem niedawno byłaby to sytuacja patowa lub zapowiedź sporych wydatków. Obecnie możemy oba te problemy rozwiązać za niewygórowane pieniądze.

Czynnikiem blokującym wprowadzanie systemów inteligentnego domu do obiektów już istniejących był fakt, że tradycyjne systemy opierały się na okablowaniu.

Kabel ma swoje prawa

W praktyce oznaczało to tyle, że zastosowanie nawet podstawowych rozwiązań inteligentnej automatyki (np. sterowania oświetleniem) wymagało drogiego „prucia” ścian. W obiektach przemysłowych okablowanie można poprowadzić na powierzchni tynku. W pomieszczeniach biurowych i mieszkalnych takie rozwiązanie zazwyczaj nie wchodzi w grę.

Z tego powodu tradycyjne inteligentne instalacje najlepiej sprawdzają się w nowo budowanych obiektach. Wymagają projektu i ułożenia kabli przed rozpoczęciem robót wykończeniowych. Jeżeli mamy do czynienia z obiektem już istniejącym, a chcemy w nim założyć okablowanie, to wyjście jest tylko jedno: kucie, zakładanie kabli i wykończeniówka.

Do tego dochodzą inne utrudnienia, np. fakt, że danego pomieszczenia nie możemy nawet czasowo wyłączyć z użytkowania. Kolejnym utrudnieniem może być to, że na ścianach, po których musimy poprowadzić okablowanie, znajdują się np. elementy dekoracyjne, których odtworzenie lub zastąpienie nie będzie możliwe.

Wszystko to sprawia, że zakładanie tradycyjnej, opartej na kablach inteligentnej instalacji ma sens w zasadzie tylko w budynku nowym lub przeznaczonym do generalnego remontu.

W tej sytuacji nie powinien dziwić fakt, że „nieinwazyjność” stała się magicznym zaklęciem kampanii promujących instalacje bezprzewodowe.

Bezprzewodowa elastyczność

Pierwsze budowane w Polsce prywatne inteligentne domy traktowano jako fanaberię dla bogaczy. Powstawały też prototypowe projekty realizowane przez zapaleńców.

Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z pojawieniem się na rynku tanich, technicznie dopracowanych i mających coraz atrakcyjniejszy design bezprzewodowych systemów inteligentnego domu. Ich historia jest bardzo krótka, bo trwa niespełna 10 lat, jednak w pełni zasługuje na miano rewolucji.

Dzięki systemom bezprzewodowym koncepcja inteligentnego domu przestała być również w Polsce zjawiskiem znanym z filmów science fiction i dokumentów w rodzaju „jesteśmy z wizytą w domu milionera” i stała się możliwa do łatwego zastosowania w już istniejących obiektach.

Rozwiązania oparte na łączności bezprzewodowej mają kilka trudnych do podważenia zalet:

  • brak kosztów związanych z wykonaniem projektu i samej instalacji,
  • modułowa architektura pozwalająca na swobodną rozbudowę systemu,
  • możliwość samodzielnego podłączenia i zaprogramowania systemu.

Z punktu widzenia instalacji obecnych w już istniejących budynkach najważniejszy jest oczywiście brak okablowania. Elementy dominujących na rynkach systemów bezprzewodowych są tak małe, że można je ukryć w tradycyjnych puszkach podtynkowych. Zainstalowanie inteligentnego włącznika światła czy dimmera nie wymaga nawet zmiany umiejscowienia gniazdek elektrycznych.

Bardzo wygodna jest też swoboda lokalizacji sensorów. Jest to istotne ułatwienie przy dokonywaniu wszelkich zmian w aranżacji pomieszczeń.

Systemy bezprzewodowe pojawiły się jako tańsza alternatywa dla rozwiązań tradycyjnych. Szybko okazało się, że w przypadku obiektów istniejących są w wielu przypadkach jedynym uzasadnionym ekonomicznie sposobem spełnienia marzenia o inteligentnym domu.

Choć producenci opisują systemy bezprzewodowe jako tanie i dostępne dla każdego, to jednak rzeczywiste ceny bardziej rozbudowanych instalacji to wciąż dość istotna pozycja w budżecie inwestora.